Indonezja – gdzie czlowiek prawie widzi na Jawie…

Kiedy w Polsce trwa burzliwa i powazna dyskusja na temat gender, w Indonezji podejscie do tematu wydaje sie byc dosc swobodne. Oczywiste dla nas, nasze cechy anatomiczne moga byc tu interpretowane nieco inaczej;)  O ile jeszcze nie tak dawno, w Malezji, mianowane zostalysmy Miss Poland, o tyle w Indonezji…

– Hey Mister!

– ???? No…no Mister! Miss!

– Ah, ok, miss you!

– Yeah, yeah, miss you too!:)

No i tak sobie pogadalysmy z grupa uroczych mlodych mezczyzn. Tylko nieliczni Jawajczycy zwracaja sie do nas per pani, dla wiekszosci i tak kazda z nas to Mister, lub co jeszcze ciekawsze, Sir:)

Po raz kolejny zasada ‚You never know’ (nigdy nie wiadomo…) doskonale sprawdza sie w naszej podrozy. Mial byc Kalimantan, kolejne longhousy i targ na wodzie. Niestety, gesty smog na Borneo, uziemiajacy samoloty, obrocil nasze plany w pyl. Zamiast w borneanskim Pontianaku wyladowalysmy zatem w Dzakarcie. Przed wami Jawa – wyspa jak wulkan goraca!

Ta najbardziej zaludniona wyspa Indonezji, staje sie rowniez dla nas kraina swoistych rekordow:

1. I ty zostaniesz Jean-Paulem Belmondo!

Nigdy wczesniej nie pozowalysmy do tylu zbiorowych selfie, co tutaj. Na targu, na szlaku, w autobusie, pociagu, na ulicy – kazdy przecietny Kowalski moze poczuc sie tu celebryta, nawet jesli natura nie obdarzyla go wdziekami na miare wielkich amantow kina, czy wrecz urody mu poskapila. Nasi fotografowie nie sa specjalnie zainteresowani skad pochodzimy, jak sie nazywamy, owszem czasem pytaja, ale to raczej pro-forma. Wydaje sie, ze zdjecie z zachodnim turysta podnosi ich status towarzyski. Mozna przypuszczac, ze od trzech tygodni nasze zdjecia, krazace wsrod indonezyjskich profili facebookowych, zdobyly wiecej lajkow, niz w calym naszym dotychczasowym wirtualnym zyciu;)

P1110653

Ogolnie, w calym regionie kultura selfie jest fenomenem. Wykonuje sie je w kazdej mozliwej sytuacji, w liczbie kilkunastu dziennie; inni ludzie, kot, pies, porecz w autobusie, nowa szminka –  wszystko moze stac sie pretekstem.

2. Merapi czyli Gora Ognia.

To tutaj wspielysmy sie na pierwszy w zyciu wulkan i to od razu najaktywniejszy w calym kraju. Apetyt rosnie jednak w miare jedzenia – gdy sie raz zakosztowalo uroku dymiacego sie krateru, rodzi sie ochota na wiecej…Byl zatem i Bromo a takze falstart na Kawah Ijen…

P1110880

3. Gado-gado noca, gado-gado w dzien…

W kwestii kulinariow, przykro to mowic, ale szalu na Jawie nie ma. Smazony ryz, smazone nudle, smazony kurczak…Smazing na calego! Do tego wybor dan bardzo skromny. Jest jednak salatka z warzyw, tofu i sosu z orzeszkow ziemnych, ktora od biedy codziennie mozna sie raczyc ze smakiem (obok kurczakowego sataya i kawy z Indomartu za 1,5 zl). Po raz pierwszy sprobowalysmy gado-gado w Tasikmalaya, gdzie dostalysmy ja w gratisie od niezwykle milej corki wlascicieli restauracji. A, ze rozmowa nam sie kleila, gadu gadu bylo przy tym co niemiara!:)

4. Jesien idzie, nie ma rady na to!

Po raz pierwszy od blisko 8 miesiecy bylo nam chlodno czy nawet zimnawo! I nie mowimy tutaj o 25 stopniach, ale o nocy pod grubym kocem, w domu bez ogrzewania, lodowatej wodzie w kranie, cieplej herbacie i pierwszym uzyciu naszych kurtek. Plaskowyz Dieng, pelen zjawisk geotermalnych, na kilka dni zmienil nasze wyobrazenie o goracej Indonezji, dajac przedsmak zimowej pory, ktora zastanie nas w Polsce. Nie inaczej bylo na wulkanach. Strach sie bac!

5. Muzyczne klimaty.

W calej podrozy nie spotkalysmy narodu, ktory bylby tak muzykalny jak Indonezyjczycy. Ulicznych grajkow tu zatrzesienie, mozna byc pewnym, ze w trakcie 3 godzinnej podrozy lokalnym autobusem, swoimi patriotycznymi koncertami uraczy nas conajmniej kilku z nich. Panowie riksiarze czy przewodnicy tez lubia sobie ponucic, potupac, pospiewac, a nawet poplasac..A najlepsze sa wystepy calych kapel, grajacych czesto na ulicy do przyslowiowego kotleta (chociaz kotlet to w tym kraju  marzenie scietej glowy…ale schabowego zjadloby sie…) czy raczej sate ayam. W Yogjakarcie, na Jalan Malioboro, kazdego wieczoru, na drewnianych instrumentach gra znakomita grupa, porywajac do szalonego tanca nawet stateczne muzulmanskie babcie.

6. Jak dobrze jest rano wstac…

„Czwarta nad ranem…Moze sen przyjdzie?”

Czlowieku – zapomnij! Jesli przyszlo ci spac w homestayu na plaskowyzu Dieng, twoj sen na Jawie o 4.15 nad ranem, zmaci choralny spiew muezinow, nieco przypominajacy echa dogorywajacych zakrapianych imprez. Na nic zlorzeczenia, nadzieje czy zakrywanie glowy poduszka. Dla mieszkancow wioski noc juz sie skonczyla, pora wyjsc do pracy.

Miasta

Niewiele jestesmy w stanie powiedziec Wam o stolicy Indonezji. Nie zwiedzilysmy Dzakarty tak jakby kazaly przewodniki – zmeczenie, upal i smrod spalin zdusily w nas fascynacje i chec eksploracji. Z tego co zobaczylysmy  – starowka to kilka ulic, raczej podupadlych i plac, na ktorym prezentuja swe umiejetnosci roznej masci przebierancy;

P1100579

P1100594

dalej mamy smierdzace, zasmiecone kanaly i zwodzony mostek, pamietajacy czasy Holendrow. Sa tu ogromne, luksusowe centra handlowe, wielkie miejskie arterie, dzielnice biznesu, ale sa tez i dzieci wachajace klej na ulicy zaraz w poblizu ekskluzywnych osiedli. Ne jednym z mostow w centrum mozna pokusic sie o zrobienie sobie tatuazu, co tam sterylne warunki – spaliny, skladane krzeselka i mnostwo przechodniow nie stanowia przeciez wiekszego problemu;) Dzakarta to miasto kontrastow, podobnie jak inne wielkie metropolie w tej czesci swiata. Jalan Jaksa, ulica backpackerska, w niczym nie przypomina chociazby Khao San Road, swojej odpowiedniczki w Bangkoku. 

Po trzech dniach czystego lenistwa udalysmy sie dalej, do Tasikmalaya, gdzie celem byla wioska Kampung Naga, miejsce zamieszkania ludnosci Sundanese.

Choc Tasikmalaya niewiele ma do zaoferowania zadnemu wrazen turyscie, bardzo przyjemnie spedzilo nam sie tu 1.5 dnia. Sa mile knajpki, karaoke (ktore w Lu wywoluje zgroze), a na stacji kolejowej mozna dogorywac po nocy w pociagu, drzemajac w poczekalni VIP , choc nie do konca legalnie, tzn. trzeba miec uklady 😉 czyli – nalezy w kilka minut po przyjezdzie zdobyc odpowiednie kontakty i mozna juz spac w obstawie lokalnych mlodych straznikow;).

Co innego Yogjakarta, to juz inna bajka. Trzeba nastawic sie tu na permanentne zapytania o pochodzenie, potrzebe transportu, cel spaceru, imiona, czy zwiedzilo sie juz Borobudur, jak sie miewamy, czy mamy mezow, czy widzialysmy wystawe batiku lokalnych artystow itp. Jogja wciaga, kusi i czaruje. Nasz homestay – La Javaneise przez kilka dni byl dla nas prawdziwa ostoja. Moglysmy tu wprowadzic w zycie nasze lokalne mikrozwyczaje – kawa z Indomartu do sniadaniowego nalesnika, wliczonego w cene noclegu, zajadanego na tarasie, z samolotami przelatujacymi co 10 minut nad dachami domow. Jogja to nie tylko dwie oslawione, przepiekne swiatynie – buddyjska Borobudur

P1100933

P1100976

i hinduistyczna – Prambanan,

P1110108

do ktorych mozna spokojnie dojechac miejskim transportem. Mozna tu zobaczyc sporo ciekawej sztuki ulicznej – graffiti,

P1110031

ale i metalowych rzezb, jak na ten region swiata, wyjatkowo gustownych. Jalan Malioboro to szal zakupow, konnych dorozek i rowerowych riksz, to rowniez centrum rozrywkowe, kulinarne i towarzyskie.

P1110014

Nieco dalej poza centrum warto zajechac na ptasi targ, gdzie zaopatrzec mozna sie chocby w kurczaki we wszystkich kolorach teczy, spiaca sowe czy nietoperze…

P1110445

Podarowalysmy sobie sztandarowe zabytki – Palac Sultana, muzeum architektury holenderskiej itp. Trafilysmy za to na wspaniala parade z okazji muzulmanskiego swieta – gdzie prezentowali sie mezczyzni ubrani w tradycyjne stroje zolnierzy z roznych regionow. 

P1110125

P1110299

P1110260

Mialysmy rowniez okazje poznac proces tworzenia obrazow metoda batiku (tkaniny barwi sie przy wielokrotnym uzyciu wosku zakrywajacego dana przestrzen czy wzor) o

P1110308

P1110311

raz lalek ze skory bawolu, misternie dekorowanych i wykorzystywanych w tradycyjnym teatrze cieni (W muzeum Sonobudoyo mozna codziennie zobaczyc spektakl za 5 zl).

P1110369

P1110377

Trafilysmy tutaj dzieki…Robertowi Lewandowskiemu:)

– Polandia? Aaaaa, Lewandowski! 5 bramek w 9 minut! A chcecie zobaczyc warsztaty, gdzie robi sie lalki?:) 

Sam teatr stanowi piekne i niezwykle przezycie, to widowisko z muzyka i spiewem na zywo. Dla zachodniego turysty moze wydac sie czasem nuzace, z racji niezrozumienia jezyka ani kultury, ale sama warstwa wizualna to juz uczta dla zmyslow.

P1110402

P1120034

Wioski i plaskowyz Dieng

Wiazalysmy wielkie nadzieje z wioska Kampung Naga, spodziewajac sie autentyzmu tradycji i zycia mieszkancow. I tak bylo, jednak bardzo nieroztropnie zajechalysmy tam w niedziele, wraz z hordami lokalnych turystow. Zanim w ogole dotarlysmy do wioski jakies 20 razy zostalysmy zatrzymane na prosbe ‚Mister, photo?’:)

Miejsce jest wyjete rodem z bajki – zielone tarasowe pola ryzowe, domki z dachami z wlokna palmowego, cudowne, mieniace sie wzgorza…

P1100649

P1100795

same uliczki zadbane, pieknie utrzymane, mieszkancy wykonujacy zwyczajne, codzienne czynnosci, naprawde magicznie…

P1100731

P1100768

a jednak pozostal w nas pewien niedosyt. Moze myslalysmy, ze zostaniemy drugim Malinowskim, obcujac z rdzenna ludnoscia, ale z drugiej strony, czy mozna sie dziwic, ze ludzie zyjacy dotad bardzo tradycyjnie chcieliby dla siebie wiekszych wygod i zdobyczy techniki, nawet jesli do tej pory obywali sie bez telewizji czy telefonow komorkowych? 

Po wizycie w Kampung Naga postanowilysmy zobaczyc jeszcze kilka lokalnych wiosek. I to byl strzal w dziesiatke. Sceneria wokol wbijala w ziemie, a ku naszej ogromnej radosci, zostalysmy zaproszone na wspolny posilek przez nauczyciela filozofii islamu i kilkoro jego studentow. Byl to jeden z najmilej spozytych przez nas posilkow, z widokiem na tarasy ryzowe. Indonezyjczycy sa naprawde niezwykle ciepli, uprzejmi i zyczliwi, zalowalysmy, ze nie mialysmy niczego co moglybysmy podarowac naszym wspolbiesiadnikom w ramach podziekowania, zwlaszcza, ze dostalysmy na droge pokazna torbe lokalnych chrupek:)

P1100816

P1100832

Plaskowyz Dieng zaskoczyl nas, jak zostalo juz wspomniane, temperatura i widokami rodem z obrazow Chagalla (no, moze pomijajac wyraznie wyrozniajace sie w krajobrazie meczety). Cudowne wioski rozsiane po wzgorzach, suszacy sie tyton, niekonczace sie tarasowe pola uprawne zrobily wrazenie, ktore, mamy nadzieje, nie zatrze sie przez lata…Plaskowyz znajdujacy sie na wysokosci ponad 2tys metrow n.p.m. slynie z kraterow, w ktorych gotuje sie woda czy bulgocze bloto oraz z kolorowych jezior, barwe zawdzieczajacych zlozom siarki.

P1110649

P1110670

P1110676

P1110523

P1110544

Takie zjawiska sa dla nas zupelnie niepowtarzalne, wielka szkoda, ze ludzie wrzucaja do kraterow smieci….Mozna rowniez zakupic tutaj…jajko ugotowane w bulgoczacym blocie, zawieszone w plociennym woreczku, na bambusowej wedce. Za kazda atrakcje trzeba placic osobno, a juz zupelnie zlodziejska jest oplata za jeziorka – jest jednak drozka, ktora mozna zupelnie legalnie wejsc za darmo…Warto wspiac sie na wzgorze widokowe, gdyz dzieja sie tu rzeczy niezwykle – dochodzi do prawdziwych spotkan na szczycie! Zaczynamy schodzic, a oczy Lu zamieniaja sie w dwie pilki…

– Sebastien?!?!?!?! 

Nie ma to jak spotkac po 6 latach niewidzenia starego znajomego z Francji, na waskiej sciezynie, gdzies w srodkowej Jawie, w miejscu, nota bene, nieslusznie pomijanym przez wiekszosc zachodnich turystow:)

Wulkany i wszystkie wschody slonca…

Wschod slonca to azjatycki pomysl na zloty biznes. Wszystkie zabytki i atrakcje turystyczne sa oczywiscie najpiekniejsze kiedy padaja na nie pierwsze promienie rzucane szlachetnie przez nasza gwiazde. Turysta moze zaplacic wowczas, ma sie rozumiec, odpowiednio wiecej. Dlatego tez na wulkany wchodzi sie glownie noca, aby moc rozkoszowac zmysly tym wspanialym spektaklem swiatla i cienia…no dobrze, zejdzmy na ziemie. 

Wchodzac na Merapi zdecydowalysmy sie, po raz pierwszy w calej podrozy, na wyprawe z biura turystycznego (dojazd, sniadanie i usluga przewodnika), co jak sie okazalo, nie bylo glupim pomyslem, gdyz zaczynajac wedrowke o 1 w nocy mozna latwo zgubic droge. Wejscie na 3tysiecznik, z latarka na czole, nie bylo lekkim spacerem, a raczej wymagajacym trekkiem. W gornych partiach krajobraz wyglada ksiezycowo, pyl wulkaniczny i zastygla lawa zapobiega wszelkiej wegetacji. Mialysmy szczescie, gdyz towarzyszyl nam w drodze ksiezyc w pelni, czarujac dodatkowo nocny krajobraz wokol nas. A panorama absolutnie powalajaca.

P1110863

Krater wulkanu ogladany po raz pierwszy w zyciu, na wyciagniecie reki, robi wybuchowe wrazenie;)! Niczym niezabezpieczona krawedz przyprawia o zawrot glowy, w maju tego roku pewien lokals zakonczyl zywot robiac sobie na krawedzi zdjecie…

P1110815

Schodzac na plaskowyz oddzielajacy szczyt od nizszych partii gory, w butach ma sie piaskownice, a na ubraniach kilogramy pylu:) Ostatnia duza erupcja Merapi miala miejsce w 2010 roku, mozliwe, ze nastepna nastapi calkiem niedlugo, biorac pod uwage, ze wybucha srednio co kilka lat. 

Kolejny buchajacy wulkan – Bromo, ogladalysmy juz same, fundujac sobie nocny spacer i podziwiajac bajkowa scenerie i wschod slonca z dystansu, a z nami zaledwie gartska ludzi.

P1120127

Szczesliwie udalo nam sie uniknac horrendalnej zaplaty za wstep do parku narodowego, ktora dla turystow jest 20 razy wyzsza niz dla lokalsa. Po prostu udalysmy sie na krater droga mniej oficjalna, po poludniu, kiedy wszystkie wycieczki jeepowe juz dawno spaly lub byly w dalszej drodze. (Nie chcemy namawiac nikogo do zlego, ale bez obaw, Indonezyjczycy zdzieraja z turysty ile wlezie, zazwyczaj bez wiekszych skrupulow.)

P1120192

Wrazenie, jakie robi krater Bromo jest nie do opisania. O ile Merapi ma nieregularny ksztalt i ledwie widac skad dobywa sie para, tak Bromo jest niemal symetryczny, okragly z wielkim otworem posrodku, skad bez przerwy syczy i wydobywa sie piekacy dym. Barierki sa na krotkim odcinku, odradzamy jednak brawure, jeden krok moze okazac sie o jeden za daleko…

P1120237

P1120279

W tle za Bromo wylania sie majestatycznie Semeru, najwyzsza gora i wulkan na Jawie, ktory wypuszcza chmury dymu co pol godziny.

Najbardziej wyczekiwanym przez nas punktem programu wulkanowego byl Kawah Ijen, krater z blekitnym jeziorkiem –  najwiekszym na swiecie zbiornikiem kwasu siarkowego i kopalnia siarki, gdzie wydobycie odbywa sie wciaz tradycyjna metoda. Pelne nadziei i ekscytacji, zakupilysmy bilet na autobus do Sempol, skad w srodku nocy mialysmy wyjechac aby ogladac niebieskie plomienie i oczywiscie wschod slonca. Jakiez bylo nasze rozczarowanie, kiedy tuz przed wejsciem na szlak, okazalo sie, ze teren jest zamkniety z powodu nadmiernej aktywnosci gazow i bedzie tak conajmniej tydzien…Z natura sie nie wygra i nie ma co dyskutowac, ale przykre jest, ze ta sytuacja trwala juz drugi dzien, a jednak biura turystyczne nie omieszkaly wciaz wysylac tam ludzi zarabiajac krocie na transporcie. Przed wejsciem na teren Kawah Ijen staly caly grupy ludzi niewymownie rozczarowanych i wscieklych, gdyz oczywiste bylo, ze o zaistnialych okolicznosciach wiedzieli wszyscy, procz samych zainteresowanych. Tak wlasnie dziala tu biznes turystyczny…

My tymczasem pojechalysmy balowac na Bali, ale jestesmy tak ciekawe tego miejsca, ze na pewno do Kawah Ijen wrocimy.

PS. Do niedawno przytoczonych statystyk, w kategorii ‚zgubiono’, nalezy dodac aparat Lu…na szczescie ogromna wiekszosc zdjec mamy na aparacie Ani. Ponadto ladowarka; a w nowej kategorii ‚wyrzucono’ znajdzie sie prawie cala garderoba zabrana z Polski:)

Reklamy

2 thoughts on “Indonezja – gdzie czlowiek prawie widzi na Jawie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s