A my wciaz w Malezji

Voila! Dzis w menu…

Ryba po chinsku, w doskonalym sosie cytrynowym lub kurczak w sosie pieprzowym; szeroki wybor dan indyjskich oraz butelka brandy za 11 zl. Danie glowne to legenda o blogoslawionym krabie (!); swietne murale; bogato wyposazony monopolowy z urocza Doris (shoty za 4 zl);

P1070019

szczypta ciekawej historii, mury starego kina, riksze przystrojone w gadzety z Hello Kitty a na deser pyszny obiad w swiatyni Sikhow polaczony z szybka fucha na zmywaku…

Jesli te atrakcje brzmia wystarczajaco zachecajaco, zapraszamy na wycieczke po Melace. 

To miasteczko pelne architektury w stylach holenderskim, portugalskim i chinskim. Przy naszej ulicy znajdowaly sie, w niewielkim sasiedztwie, najstarsza w miescie swiatynia chinska, piekny, bialy meczet oraz swiatynia hiduistyczna.

P1060868

P1060788

Tylko tutaj sa meczety ze spadzistymi dachami w miejsce kopul. Mamy tu plac holenderski w kolorze soczystej czeresni,

P1070114

kanal, wzdluz ktorego powstaly swietne murale,

P1060843

ulice z malowanymi wizerunkami rzemieslnikow i tradycyjnych zabaw dzieci.

P1060879

Mamy piekne, stylowe China Town z ulicami kowali czy jubilerow oraz kapitalnymi, nasciennymi reklamami. Jest i lokalna Notre Dame, czyli katedra pw. Sw. Francisa, patrona miasta, niegdys jego biskupa, ktorego zagubiony rozaniec na wlasnym grzbiecie przyniosl pewien bogobojny krab. Wdzieczny wlasciciel w podziekowaniu naznaczyl kraba krucyfiksem i odtad gatunek ten przypomina o cudzie za wstawiennictwem swietego. Historie te i wiele innych mozecie uslyszec podczas bardzo ciekawego (i darmowego:) spaceru z przewodniczka codziennie o 9.00, zbiorka przy informacji turystycznej. 

Jesli chcecie poznac Melake od kuchni, zatrzymajcie sie w hostelu Jalan Jalan, gdzie przeuroczy Anglik, Lee, zabiera gosci na kolacje do swietnej chinskiej czy indyjskiej knajpy.

P1060920
Lee to ten z prawej:)

To wlasnie Lee zawdzieczamy nasze nowe przydomki – Miss Poland oraz Another Miss Poland:). Tak bylysmy przyzywane na kolejny lyczek brandy, a nie daj Boze, sie usmiechnac…I juz czekal kolejny pelen kieliszeczek. Lee to w Melace postac instytucja. Lee to nie tylko swietny kumpel, wodzirej, smakosz i koneser. Stworzyl autorski projekt – szyje zaprojektowane przez siebie torby, z materialow, ktore mu akurat wpadna w rece, a caly dochod przeznacza na zaprzyjazniona szkole gdzies w Indonezji. O projekcie mozecie przeczytac tutaj.

Poznalysmy jeszcze jedna Miss Poland – Karoline, dzieki ktorej odkrylysmy potem cudowna wyspe Kapas. Wspolnie bylysmy tez stalymi bywalczyniami sklepu z degustacjami lokalnych slodyczy:)

Dla pasjonatow miejsc opuszczonych wybralysmy 2 spoty: pusty kosciol katolicki oraz kino, gdzie wyraznie zarysowane jest miejsce po ekranie, niestety niewiele wiecej z niego zostalo. Takie atrakcje jednak tylko dla znawcow;) Dla milosnikow bardziej tradycyjnych obiektow, uznawanych powszechnie za atrakcyjne turystycznie, polecamy piekny palac a’la zapomniane perly Dolnego Slaska oraz domy dawnych notabli na wzgorzu za placem holenderskim.

Zachecamy rowniez do spaceru po Little India i zajscia do swiatyni Sikhow, gdzie ich lokalna spolecznosc spotyka sie na darmowych posilkach. Bialasy sa rowniez tolerowane. Trafilysmy tu, oczywiscie, dzieki Lee, nalezalo tylko pojsc ‚prosto, prosto, prosto’ (wymienione po polsku, jednym tchem, z najbardziej angielskim z akcentow;) by zasiasc do pysznej wieczerzy w towarzystwie pieknie ubranych kobiet z jednej strony, oraz mezczyzn w finezyjnych turbanach i z mieczami przy boku, z drugiej.

P1070048

Po posilku naczynia nalezalo zaniesc do pierwszego z wielkich zlewow, gdzie poddawane zostaly wieloetapowemu procesowi mycia. Jako ochotniczki zajelysmy strategiczne pozycje przy zmywakach nr 3 i 4, a po zmianie rol przypadlo nam rowniez wycieranie i ukladanie naczyn na ogromnych suszarkach.

W dekoracji slynnych melakijskich riksz kroluja dzis motywy z Barbie, Hello Kitty, Kubusiem Puchatkiem itp.

P1060870

Zaskakuje rowniez ich oprawa muzyczna, dosc nieswojo poczulysmy sie widzac nadciagajacy pojazd w kolorze fuksji, upstrozony w kwiatowe serce (kwiaty oczywiscie sztuczne) i tuziny pluszowych misiow, z ktorego glosnikow gardlowo krzyczal do nas Axel Rose z Guns’n’Roses…Wieczorem riksze przybieraja bardziej romantyczne oblicze, juz z daleka dajac po oczach luna rozowego, pulsujacego swiatla, a rytmy zmieniaja sie na bardziej wspolczesne, oczarowujac klienta mieszanka techno, Michaela Jacksona i malezyjskiej bossanovy;)

P1060782

Wielu podroznikow zestawia Melake z Georgetown, czesto na korzysc tego drugiego. Jak dla nas miasta te sa rownie warte odwiedzin, kazde ma swoj osobliwy czar. W Melace zycie plynie niezwykle wolno i choc to niewielkie miasteczko, to jednak nadzwyczaj apetyczne. Naprawde, palce lizac!:)

W najbardziej nawet zgranym duecie pojawiaja sie momenty wypalenia, postanowilysmy wiec o chwilowej separacji;) Kazda udala sie w swoja strone –  Ania w okolice Mentakab, na farme owocow, a Lu do Kuantan aby rzucic sie w wir pracy w knajpce artystycznej. Wzielysmy udzial w kolejnych projektach Workaway, czyli kilka godzin pracy dziennie w zamian za wikt i opierunek. 

Lu czula sie jak prawdziwa pani na wlosciach majac do wylacznej dyspozycji pietrowy dom, brame wejsciowa na pilota czy 3 rowery. 90 Degrees art cafe okazala sie stylowa, bardzo ladnie zaprojektowana kafejka, w standardzie europejskim, z wystawami artystycznymi (za naszej kadencji odbyla sie wystawa zdjec z polaroida), bogata klientela i wysublimowanym menu.

P1070217

Najcudowniejsze byly gofry z jablkami i cynamonem, ktore stanowily namiastke ukochanej szarlotki, za ktora dzis Lu oddalaby krolestwo. Wlascicielki – Shen i Jessin to super przedsiebiorcze dziewczyny, z ktorymi mozna bylo konie krasc.

P1070243

Po kilku dniach dolaczyla Ania zrywajac jednoczesnie separacje, ktora i tak juz pierwszego dnia okazala sie tylko pozorna:) Z uwagi na pietrzace sie tematy do dyskusji, a zaden niecierpiacy zwloki, musialysmy spotkac sie na skajpie:)

Rowerzysci i piesi! Pozbadzcie sie wszelkich zludzen – na malezyjskiej ulicy jestescie jak kamikadze. Wroclaw to przy chocby Kuantan Kopenhaga do szescianu! Trudno wypatrywac tu jakichkolwiek ulatwien, o zebrach, sluzach i rowerowych pasach nawet nie marzac. Wydawaloby sie, ze jestesmy juz w kraju wysokiej kultury jazdy, ale nic bardziej mylnego. Kierowcy maja dobre auta i nie zawahaja sie ich uzyc;) chocby mieli minac wasza stope o 3 cm, nie poczekaja ani sekundy. Na malezyjskiej ulicy, bez samochodu, jestescie po prostu plazami.

Zmierzajac na wyspe Kapas, zatrzymalysmy sie na moment u wujka w Kuala Terranganu (przyjemny Uncle Homestay 150 metrow od dworca autobusowego). Wujek uprzejmie zawiozl nas do celu, ktorym byl tzw. Crystal Mosque, zbudowany glownie, jak sama nazwa wskazuje;) ze szkla.

P1070246

Tutaj moglysmy przez chwile poobserwowac modly, z szalenie ciekawej perspektywy, z tak zwanej hmm…innej;) strony.

P1070275

Gdy zasiegalysmy jezyka, wiele osob polecalo wyspy Perhentian jako te najbardziej rajskie w zachodniej Malezji. Tymczasem dla nas to Kapas okazalo sie creme de la creme!:) Ludzi garstka, plaze prawie calkiem puste,

P1070376

male bungalowy, brak wiekszych hoteli, woda przezroczysta i lazurowa. Nasze pole namiotowe, skapane w zieleni (na prysznic skadalo sie ogrodzenie z blachy, ale za to z jakim widokiem! Korony drzew i liscie palm wystarczyly zamiast Marriotta i Hiltona), bylo pieknym bonusem, a zroznicowane rafy koralowe i spotykane w morzu zolwie stanowily wystarczajaca definicje raju.

P1070385

P1070326

Plaze sa tu tylko z jednej strony, druga czesc wyspy pokrywaja skaly, do ktorych mozna dojsc pokonujac przyjemna trase przez dzungle.

P1070346

Kapas okazala sie tez przyczolkiem polskosci:) Juz na lodzi, w drodze do tego wyjatkowego miejsca spotkalysmy Asie, w samotnej podrozy rowniez od lutego, a na miejscu, gdzie tlumow naprawde prozno szukac, poznalysmy jeszcze polska rodzine i pare. Kapas zawdzieczamy rowniez niemijajaca fascynacje kulinarna – zupe Tom Yam.

P1070363

Polaczenie trawy cytrynowej z zupa pomidorowa, curry, mlekiem kokosowym, kurczakiem, warzywami i krewetkami na nowo okreslilo nam pojecie doskonalego smaku. ‚You never know’ powtarzane przez „menadzera” kampingu to juz dla nas maksyma, wielokrotnie w trakcie tej podrozy sprawdzona. Plany, planiki, miejsca, a najbardziej…ceny – wszystko moze sie zmienic w mgnieniu oka, nigdy nie wiadomo czego sie spodziewac:) 

Menadzer;)
„Menadzer”;)

Wyspa Perhentian (Kecil) dostarczyla niezapomnianych emocji zwiazanych z podwodnym swiatem. Nurkowalysmy tu z wypiekami na twarzach, majac za towarzyszy rekiny, ogromne zolwie, niespotkane wczesniej monstrualne ryby, ale tez rybki i rybeczki.

IMG_2599
Dzieki uprzejmosci Daniela B. / Thanks to courtesy of Daniel B.
IMG_20150818_142141
Dzieki uprzejmosci Daniela B. / Thanks to courtesy of Daniel B.

Rafa byla powalajaca, kolorowa i absolutnie przepiekna.

Zdjecie dzieku uprzejmosci Daniela B.:)
Dzieki uprzejmosci Daniela B. / Thanks to courtesy of Daniel B.

6 godzinna wycieczka, kilka wyjatkowych miejsc, widoki jak z bajki, tysiace Nemo, a wszystko za 30 zl – to wydatek, ktory mozna spokojnie wziac na klate;) Sama wyspa jest piekna, owszem, i wcale nie nadzwyczaj zatloczona, ale do klimatu Kapas sporo jej brakuje. Jest tu bardzo ladna wioska rybacka, gdzie spotkala nas mila niespodzianka – zostalysmy obdarowane 6 rybami, w pysznym sosie, jako, ze pewna rodzina zamowila stanowczo za duzo. A, ze darowanej rybie nie zaglada sie w zeby…

Na Maya campsite, gdzie stacjonowalysmy, postanowilysmy wrocic inna droga, przez dzungle. Mieszkancy wioski wskazywali kierunek, jak najbardziej, zapomnieli jednak wspomniec, ze droga w pewnym momencie sie konczy i trzeba przedzierac sie przez chaszcze, torujac sobie szlak samemu i to przez kilka kilometrow. W mysl zasady, ze Wroclaw zawsze poddaje sie ostatni, postanowilysmy przyjac wyzwanie, jednak chojrakowanie skonczylo sie po 15 minutach, zabloconych tylkach i urwanych klapkach, gdy w poczuciu kleski, stojac na skalach, bezradnie przywolywalysmy na pomoc, wraz z przygodnymi kajakarzami, przeplywajace taxi boat.

Nie polecamy zatrzymywac sie na Long Beach, gdyz w nocy to zwykla imprezownia, druga strona wyspy – Maya Bay jest dzo przyjemniejsza i calkiem cicha. Perhentian dostarczyla nam rowniez pewnej rutyny, na ktora skladalo sie regularne suszenie materacy, ciuchow i namiotu – padalo codziennie, a aura przypominala bardziej polski wrzesien (choc bynajmniej nie w kwestii temperatury). 

Ostatnim naszym punktem w Malezji kontynentalnej bylo Kota Bharu. Stad czekal nas wylot na upragnione, mityczne Borneo. Miasto o urodzie Frankensteina, jak zreszta wiekszosc miast w tym kraju, ma pewna zalete – wielkie targowiska z owocami, jedzeniem i warzywami.

P1070461

Owszem, mozna dostac tu mapki z wyszczegolnionymi atrakcjami, muzeami, obiektami sakralnymi, ale dla nas juz pierwsze spojrzenie na budynki wystarczylo za cala (anty)reklame. Powiedzmy sobie szczerze – poza Georgetown i Melaka, miasta w Malezji architektura nie blyszcza, choc calkiem przyzwoitego zaplanowania odmowic im nie mozna. 

I tak oto 8 sierpnia, w pelnej gotowosci, wsiadlysmy do samolotu do KK, czyli Kota Kinabalu, stolicy borneanskiego stanu Sabah z nastawieniem: Przyroda, ach przyroda, kazdej chwili szkoda…

Reklamy

2 uwagi do wpisu “A my wciaz w Malezji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s