One night in Bangkok czyli jak zostac Brucem Lee

W drodze do tajskiej stolicy postanowilysmy postawic raz jeszcze na historie i kulture i zrobilysmy sobie przystanek w Ayutthayi, pelnej starych swiatyn, choc, nie ma co ukrywac, znacznie nadgryzionych zebem czasu. Niektorzy przyrownuja ten kompleks do kambodzanskiego Angkoru, jednak  wielkoscia i rozmachem Ayutthaya nie dorownuje sasiadowi.

P1040472

P1040488

P1040499

Samo stare miasto, pelne zieleni i  bardzo ladnie zagospodarowane, ma mila, relaksujaca atmosfere. Warto wysiasc tu w drodze do stolicy, chocby na pol dnia, a za kolejne 20 Bahtow (ok. 2 zl) dojechac porzadna, trzecia klasa do…

Ogromny, glosny, zakorkowany, pelen slumsow, ale i luksusowy, kolorowy, hedonistyczny – pod kazdym wzgledem fascynujacy…Oto on!

Dzien dobry Panstwu, nazywam sie Bangkok!

Jesli w ciagu jednego wieczoru, chcielibyscie poznac bande ludzi ‚osobliwie wyjatkowych’, zostac gwiazda kung-fu i filmu, zlamac szereg zakazow, potanczyc, byc swiadkiem bijatyki, wejsc na ostatnie pietro luksusowego, nieswojego hotelu i z jego basenu podziwiac Bangkok by night, a nastepnie poznac pol miasta zapraszanego na impreze przed hostelem, to trudno. Raczej juz Wam sie nie uda, bo ekipa, na jaka trafilysmy w hostelu Cow na Samsen Soi II byla nie do podrobienia. Takiego zbioru swoistych indywiduum dawno nie spotkalysmy – kazdy urwany z innej choinki:) 

Pozwolcie, ze przedstawimy:

Jim – Amerykanin, lat 50, ojciec dwoch synow i corki, ulubiony gadzet – czapeczka z Angry Birds, milosnik koszul w rozowe malwy, oczekujacy przyjazdu swojej nowej przyszlej eks-zony:)

David – Belg, lat 28, osobowosc wymykajaca sie wszelkim opisom, hobby – zwiedzanie Bangkoku na boso i zagadywanie do kazdego osobnika z gatunku homo sapiens. 

P1040511

Kony – Japonczyk, lat 32, czlowiek, dla ktorego – ‚no problem – niezaleznie od wszystkiego, swietny tancerz:)

P1040518

Roman – Rosjanin, lat 32, prawnik z wyksztalcenia, podroznik i filozof z zamilowania, pisze opowiadania, wielbiciel Chin, zafascynowany znajomym z internetu jedzie tam pomoc mu odzyskac majatek, zagarniety przez zone.

W pierwszy wieczor towarzyszyla nam jeszcze grupka uroczych Wlochow, ktorzy niestety w kolejnym dniu konczyli wielomiesieczne podroze, a potem to juz same nie wiemy kto sie przewijal:) Po tygodniu, gdzie kazdy od pierwszego dnia twierdzil, ze juz jutro wyjezdza, czulismy sie juz niemal jak mala rodzina:)

A zaczelo sie tak:

– Jak sie nazywasz? 

– Ania.

– A Ty? 

– Lucy. (juz nie przedstawiam sie pelnym imieniem, bo z tego dopiero wychodza kwiatki…)

– Rusi?! Brusi?! A Bruce Lee!!!

Czyli, ze bylo to prawdziwe wejscie smoka!:) I tak juz zostalo.

Bangkok to miasto, gdzie statystycznie na kazdego mieszkanca przypada jeden samochod. To miejsce, gdzie zycie kwitnie na kazdej ulicy, na kazdym rogu, w kazdym zakamarku, o kazdej porze dnia i nocy.  Srednia temperatura roczna wynosi tutaj 28 stopni Celsjusza czyniac Bangkok najgoretszym miastem swiata. Istotnie, wielu panom robi sie wybitnie goraco chocby podczas wizyty na Soi Cowboy, Pat-Pongu czy Nana Plaza, kiedy piekne panie, odziane w skape bikini, czule i uroczo zapraszaja do licznych barow, gdzie pokazac pragna im jeszcze wiecej;) Slawetny ping pong show to pestka w porownaniu z tym co moze wydarzyc sie po nim! Zreszta, rowniez i nam panie proponowaly doskonala opieke;) Nic tylko ”hulaj dusza, piekla nie ma’! Jednak temperatura (i nie tylko ona;) powinna znacznie opasc, kiedy uzmyslowimy sobie, ze w miejscach tych trwa wciaz proceder handlu ludzmi. Nie wszystkie kobiety swiadczace tam uslugi seksualne robia to z wlasnej woli, ale na przyklad odpracowuja kwote, jaka otrzymala za nie, od alfonsa, ich rodzina na wsi…Podobno wlasnie na Soi Cowboy jest to najbardziej widoczne, choc, oczywiscie, nie dla naszych oczu. To miejsce bardzo kolorowe, krzyczace neonami, jest tu kilka zwyklych barow, mozna rowniez pojsc do knajp, gdzie poznamy jedynie ladyboyow (czesto bardzo pieknych!)

P1050034

Wszystko dzieje sie na oczach policjantow, pilnujacych tu porzadku, obok sedziwych, ale dla niektorych, wciaz ponetnych, burdelmam…Coz, co kraj, to obyczaj;)

Obralysmy sobie nieco alternatywny styl zwiedzania miasta, lub moze inaczej, nie obralysmy zadnego. Spedzilysmy tu ponad tydzien, probujac poczuc jego genius loci. Warto bylo poobserwowac zycie mieszkancow z autobusow, kiedy najlepiej widac jak bardzo Bangkok jest rozlany, jak pulsuja jego ulice, niekiedy wygladajace jak autostrady.

P1050050

Przerozne stoiska z jedzeniem, ogromne, luksusowe centra handlowe, drapacze chmur, sklepy z Bog wie czym, ladyboye, turysci i cala masa blizej niezidentyfikowanych zdarzen. Tak wlasnie zaczelysmy, bo wielkosc tego miasta potrafi przytloczyc, a ze nasze podroznicze zmeczenie siegalo zenitu, kolejna swiatynia, zabytek czy uliczka juz nie robily wiekszego wrazenia. Odzywalysmy dopiero wieczorem, kiedy przebogata oferta ulicznego jedzenia kusila najmocniej. Kiedy wreszcie postanowilysmy, ze pora wreszcie zwlec sie z lozek w klimatyzowanym dormie i wysciubic nos na odrobine dalej niz do o oddalonego o 5 metrow od hostelu 7 Eleven, goracy Bangkok odslonil swoje rozne oblicza. 

Wg nas to co w Bangkoku najciekawsze to wlasnie nie szlak turystyczno-zabytkowy z Palacem Krolewskim na czele, choc oczywiscie na pewno warto zobaczyc i to. Swiatynie, jak najbardziej,  robia wrazenie ogromem zdobien, kolorow, ale widzialysmy juz ich tak duzo, ze kazda kolejna jest wlasnie juz tylko kolejna. Wat Pho rzeczywiscie urzeka swoja innoscia, wielkoscia, ale nastepny wielki Budda, lezacy, siedzacy, czy stojacy (fruwajacego jeszcze nie widzialysmy), to juz zadna nowosc. Bardzo podobala nam sie przejazdzka tramwajem wodnym, ktory jest tu zwyczajnym srodkiem transportu (wracalysmy rano z odleglej dzielni, gdzie czulysmy sie jak w Matrixie, szukajac drogi wyjscia, ale to juz osobna historia:)). Nie zaden tam turystyczny rejs, za 10 razy wiecej kasy, utarta, wyidealizowana trasa. Tramwaj przeplywa wzdluz licznych kanalow, na brzegach ktorych, w bardzo prostych, zwykle drewnianych domach, mieszkaja ludzie. To widok, ktorego nie sposob zapomniec. Tak zreszta miasto sie rozwijalo, ogromna role odegral tu transport rzeczny, zabudowania powstawaly przy kanalach.

P1050014

Dopiero tutaj, jak i w poblizu torow kolejowych widac, ze w Tajlandii tez jest bieda, pod mostami mozna zobaczyc niemal cale prowizoryczne wioski z ‚domow’ z kartonu czy blachy. 

Polecamy wizyte na targu amuletow, znajdujacego sie w sasiedztwie Palacu Krolewskiego, na tylach przystani statkow wycieczkowych. Oprocz obserwowania lokalsow, sprawdzajacych pieczolowicie przez lupe moc amuletow (figurek i medalikow z Budda, odpowiednikow naszych ‚swietych obrazkow’, czaszek, ziol itp) mozna zaopatrzec sie tutaj np. w uzywana sztuczna szczeke – dentysta nieco przypiluje i po sprawie:)

Ciekawostka dla rowerzystow – w poblizu raz na czas odbywa sie targ rowerow, a jest i ciekawa rowerowa instalacja artystyczna. Warto zapuscic sie rowniez w boczne uliczki przy rzece, gdzie mozna podgladnac nieco zycie mieszkancow, przystrajajacych domostwa dosc specyficznie, na modle, ‚im wiecej pluszowych maskotek tym lepiej’ i zobaczyc niesamowite drzewa rosnace na murach.

Jesli komus malo ogladania wizerunku Buddy, zapraszamy na Thanon Charoen Krung, gdzie mozna zakupic go w przeroznych rozmiarach i konfiguracjach. Figurki doslownie wylewaja sie z witryn sklepow, zajmujac rowniez caly chodnik. O gustach sie nie dyskutuje – jak dla nas to absolutna mekka kiczu, warta jednak zobaczenia.

Z must see to oczywiscie Khao San Road, podobno najbardziej znana ulica backpackerska na swiecie. To niekonczaca sie impreza, choc imprezowe miejscowy, jak dla nas, bardzo srednie. Mozna tu sprobowac grillowanego pajaka czy skorpiona, lub wyrobic sobie lewa legitymacje ISIC, prawo jazdy itp. Nasz kolega, Fin, byl zywo zainteresowany paszportami, ale niestety nie bylo ich w ofercie. Nie wiemy czy akurat mialysmy takiego pecha, czy to normalka, ale niemal przy kazdej naszej tam wizycie  (i to tylko w jednej knajpie) trafialysmy na mordobicie. Co gorsza, raz bily sie krewkie panie…

P1050020

Z Golden Mountain rozposciera sie piekny, panoramiczny widok na miasto:

P1050003

Niedaleko Golden Mountain (idac w strone China Town) znajduje sie ciekawa ulica, ktora od dawien dawna, zamieszkuja rzemieslnicy trudniacy sie wyrabianiem specjalnych mis, do ktorych mnisi zbieraja ryz w ramach swojej codziennej, porannej jalmuzny. Ten zawod przekazywanny jest z dziada pradziada i choc sama misa, powiedzmy sobie szczerze, wyglada dosc zwyczajnie, to technologia (wylacznie manualna) jej wyrobu jest skomplikowana i zajmuje nawet 6 dni.

P1050065

Polecamy rowniez parki – np. Saranrom Park, gdzie widac jak Tajowie dbaja o forme (mnostwo biegaczy, aerobik czy zumba na swiezym powietrzu, zajecia taneczne itp), a zwlaszcza Chatuchak, przepieknie utrzymany i mozna spotkac tam ogromne jaszczury.

P1050264

W weekend odbywa sie w okolicy gigantyczny Chatuchak Market – idealny na zakup ciuchow, pamiatek i wlasciwie wszystkiego, wlaczajac kroliki w specjalnie dla nich uszytych sukienkach(!!!)…..

Fani Muay Thai, czyli tajskiego boksu, chac obejrzec niezle widowisko, zamiast na stadion dla turystow, powinni w niedziele o 12.00 wybrac sie do studia Channel 7, gdzie odbywaja sie walki, na zywo transmitowane w tv. Bylsymy, widzialysmy. Za dobre miejsce trzeba zaplacic ok. 100 bahtow, ale warto przybyc tu chocby po to, zeby poczuc atmosfere i znaczenie tego sportu w zyciu Tajow. Sposob przyjmowania zakladow, zwinnosc i pamiec ‚bukmacherow’ oraz reakcje publicznosci, przyprawiaja o zawrot glowy, bo odbywaja sie na zasadach, ktore nam wydawaly sie nie do ogarniecia. 🙂 

I wreszcie cos dla smakoszy. Odpuscilysmy sobie wycieczki do plywajacych targow poza Bangkokiem, moze i szkoda, ale…w samym Bangkoku jest Talling Chan, niewielki, acz autentyczny floating market, gdzie dorodne, piekne owoce morza przygotowywane sa na lodkach, a spozywa sie je w zadaszonej platformie. Niesamowity widok i raj dla zmyslow. Najlepiej wybrac sie tam w weekend, autobusem miejskim z Khao San Road. 

P1050192

P1050205

P1050211

Chinatown (Yaorowat) to kolejne miejsce, gdzie warto powloczyc sie po ulicach, chlonac klimat i zapachy z setek ulicznych jadlodajni. Wielka szkoda, bo wyburzana jest wlasnie znaczna czesc starej zabudowy, pewnie pod kolejne centrum handlowe czy hotel…

P1050080

P1050086

Trafilysmy tam na uroczystosc slubowania (jak mniemamy) mlodych mnichow.

P1050108

oraz na zumbe (w ktorej wzielysmy udzial), na tylach jednego z targowisk, odbywajaca sie na placu przed swiatynia. 

P1050146

Wielki Bangkok ma do zaoferowania z pewnoscia jeszcze o wiele wiecej, nam jednak zamarzyly sie juz spokoj, natura i…wakacje;) Dlatego bez zalu udalysmy sie dalej – do dzungli i na tajskie, rajskie wyspy…Ale w miedzyczasie…

Reklamy

One thought on “One night in Bangkok czyli jak zostac Brucem Lee

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s