Tajlandia welcome to!

Kojarzycie moment, kiedy otwieracie piekarnik zeby sprawdzic jak rosnie w srodku ciasto i bucha na Was zar? My tak mamy codziennie. Tyle, ze bez przerwy. Czujemy sie wlasnie jak to ciasto, jak ten zakalec. Srednia temperatura w maju w Tajlandii to 40 stopni. Srednia…znaczy, ze bywa gorzej. 

Taka sytuacja. Po przekroczeniu granicy tuktuk zawozi nas do stacji autobusowej. Mamy jechac do Chiang Rai, ale najpierw chcemy kupic kawe i chwile posiedziec. Wtem goraczkowo wola nas pan, ktory jak sie okazuje jest kierowca autobusu, ktory odjezdza za minute. Spokojnie informujemy, ze nie szkodzi, pojedziemy nastepnym. Na co pan odpowiada: ‚Ok, I will stop here’, tzn. no problem, podjedzie po nas:)

P1040095

P1040100

Taka sytuacja. Lapiemy stopa. Zatrzymuje sie Lek, kobieta lat 35, dyrektor firmy kosmetycznej.

FB_IMG_1431623781306

W drugim aucie za nami, jedzie Lek The Man, jak nazywa go Lek The Woman (to samo imie moze byc meskie i zenskie, oznacza po prostu ‚maly’). Zapraszaja nas na papaya salad. Tymczasem pani, ktora sprzedaje salatke, pozycza swoj skuter Lekowi The Man, zeby mogl pojechac kupic dla nas kurczaka i ryz:) Na odchodne ta sama pani w prezencie wrecza nam ogromna kisc pekatych bananow – ‚na dluga podroz, zebyscie nie zglodnialy’. Na sam koniec, znowu szarmancki Lek the Man, przywozi dla nas pek liczi…

P1040299

Taka sytuacja. Autobus miejski, Bangkok. Wpadamy cala banda – Japonczyk, Belg, Brazylijka i my dwie. Wywiazuje sie wesola ‚rozmowa’ z kierowca, ktory pedzi na zlamanie karku. Normalnie bilet kosztuje 7 bahtow, czyli jakies 75 groszy. Chcemy zaplacic za bilety, ale kierowca oznajmia ‚free’. Czyli, ze chyba mamy happy hour:)

Taka sytuacja. Ponownie autobus. Siedzi za na nami pani, lat ok. 65-70. Pytamy ja o trase autobusu, a pani oznajmia, ze zna jedna Polke. Radwanska! Pani uwielbia grac w tenisa, a Nadal? „Phuuu, kto nie zna Nadala?!” No i pani zna jeszcze przeciez „polish princess!”. Polish princess??? „Yes, she’s very beautiful!” :)…

Taka sytuacja. Postanowilysmy spojrzec na Bangkok z gory. Weszlysmy do „pierwszego lepszego”, najwyzszego wiezowca w okolicy, ktory okazal sie bankiem. Najpierw zapytano nas o godzine umowionego spotkania i nazwisko pracownika, pozniej juz nikt nie wiedzial o co chodzi, a nastepnie zaczeto nas przepraszac, ze procedury nie pozwalaja, ze bardzo im przykro i polecili nam goraco inny wysoki budynek o charakterze publicznym. Pol godziny pozniej gapilysmy sie na miasto przez przeszklona sciane sali konferencyjnej na 39 pietrze, gdzie pracownicy firmy mieli wlasnie spotkanie;)

Goscinnosc i radosne usposobienie Tajow przechodza wszelkie wyobrazenia, Laotanczycy tez nas wzruszali, ale tutaj ludzie sa po prostu cudowni.

P1040356

Najtanszy, jak do tej pory, transport, ciuchy za bezcen, fantastyczne, smiesznie tanie jedzenie (zupa z cala kalamarnica za cale 5 zl

P1040395

a kawa mrozona za 3 zl),

P1040435

pierdylion stoisk ze street foodem, lody z MacDonalda, wszedzie klimatyzowane 7 Eleven czy Tesco, dwujezdniowe ekspresowki, gnieniegdzie pasy rowerowe, niektore kobiety jak wyjete z zurnala,  kilogram liczi za 2 zlote…

Tak przywitala nas Tajlandia. Ciagle zadajemy sobie pytanie czy to jeszcze Azja, czy Europa, a moze juz Ameryka?! Jednak brak pasow dla pieszych, walka o przejscie na druga strone ulicy, pozastawiane chodniki, skromne mieszkania poza centrum czy kilometry kabli elektrycznych wiszacych w miescie, przypominaja nam, ze ciagle jeszcze jestesmy w Azji. Najciekawiej wyglada proces zakupu ubran, ktorych czesto nie mozna zmierzyc. Na nic zdaly sie tlumaczenia i frustracje  – skoro bluzki maja ten sam rozmiar to wg pana sprzedawcy mierzenie obu jest bezcelowe, niewazne, ze kolory z zupelnie innej bajki. I tak oto zakupiona koszulka okazala sie o rozmiar za duza.

Nie ma jednak watpliwosci, ze Tajlandia to juz inny swiat. Nie ma tu ciagnacych sie kilometrami, jak chocby w Kambodzy, drewnianych wiosek czy czerwonych drog szrutowych, po ktorych przejazd wzbija ogromne tumany kurzu. Nawet much lgnacych do jedzenia jest mniej, lub moze skuteczniej sie z nimi walczy. 

Dla ludzi z zachodu Tajlandia moze byc prawdziwym rajem. Sa tu wszystkie znane nam rozrywki, godzina masazu kosztuje 15-20 zl, owocowy shake 3-4 zl, kino 10 zl; wszedzie mnostwo stylowych kafejek i restauracji,

P1040367

wielkie centra handlowe, kina, zadbane miejskie bulwary itp. Nie bez powodu Syjam slynie tez z seks turystyki. W Chiang Mai widzialysmy mnostwo knajpek z ‚lekkim zabarwieniem erotycznym’, gdzie mozna sie ‚zaprzyjaznic’ z przedstawicielami roznych plci, wlaczajac czesto spotykanych tu ‚ladyboyow’ (choc de facto ogromna wiekszosc klienteli tutejszych prostytutek stanowia Tajowie).

O ile Chiang Rai, oprocz ekscentrycznej Bialej Swiatyni, ma niewiele do zaoferowania,

P1040119

P1040108

P1040121

P1040113

P1040152

o tyle Chiang Mai bryluje. Nic dziwnego, ze mieszka tu sporo bialych. W miedzyczasie, zanim tu przybylysmy, zawitalysmy jeszcze na sama polnoc, do wiosek mniejszosci etnicznych, ktorych specyfike pieknie wylozyla dla Was Ania. 

Chiang Mai to miasto hybryda. Dziesiatki przepieknych swiatyn, tak zwane Stare Miasto (choc wiekszosc budynkow moze byc mlodsza od nas), luksusowe hotele i drewniane domy. Samo w sobie nie powala, ale jest przyjemne i przyjazne.

P1040321

P1040442

P1040353

P1040304

P1040410

Niezliczona ilosc bazarow – wieczorny, sobotni, niedzielny, chinski…wszystkie z ogromem pieknych przedmiotow (ale rowniez ze spora doza kiczu), ubran i oczywiscie wspanialego jedzenia. Trzeba to powiedziec, tajska kuchnia rzadzi, pozostawiajac konkurencje daleko w przedbiegach!

P1040424

Bogactwo smakow, kryjace sie w garach powoduje, ze posilek jest wyczekiwany bardziej niz gdziekolwiek do tej pory.

P1040392

W Chiang Mai spedzilysmy 3 dni, chlonac jedynie klimat miasta. Mozna oczywiscie pojechac do swiatyni na wzgorzu, do osrodka dla tygrysow czy sloni. Darowalysmy sobie, no bo, rozumiemy wiele, ale zeby wytrenowane slonie malowaly obrazy?!…ale obrazy?!?!

Entomolodzy moga tu zajrzec do muzeum insektow, my natomiast mialysmy juz sposobnosc poznac czesc z nich tete-a-tete, w naturze; (w Laosie najbardziej zapadl nam w pamiec gigantyczny nocny motyl-potwor przypominajacy nietoperza).

Liczymy, ze to dopiero przedsmak Tajlandii, choc jesli nadal bedzie ona smakowac tak jak czerwone, zolte czy zielone curry z targu przy Chang Mai gate, czeka nas prawdziwa uczta. Teraz pora na danie glowne – Bangkok, a zaraz po nim deser…

Ps. Niniejszym pragniemy poinformowac, ze oto nadrobilysmy miesieczny poslizg na blogu i tak, naprawde jestesmy w Tajlandii:) Teraz postaramy sie (choc oczywiscie nadal nie obiecujemy) byc bardziej na biezaco:)

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Tajlandia welcome to!

  1. Dziewczyny!
    Jak to wspaniale, że prowadzicie tego bloga! Super się czyta i ogląda! Wielkie dzięki za te wszystkie zapachy, smaki i obrazy. Giżycko jest z Wami!
    P.S. Lu! Dzięki za wpis do pamiętnika ślubnego. Poryczałam się jak bóbr:) miło nam, że znalazłaś czas i siłę na przesłanie życzeń z tak daleka. Całusy!!!

    Polubienie

  2. Jakie piekne widoki I to w calym blogu, az sama zaluje, ze na wlasne oczy tego nie widze 🙂
    Chce Tajskiego jedzenia!!!!! Chce I juz, to wszystko ze zdjecia!!!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s