Gorskie plemiona czyli wpis dlugi ale ciekawy!;)

Mamy taki zwyczaj, ugruntowany zarowno przez nasza wrodzona ciekawosc swiata, jak i nabyte wyksztalcenie (gdyz, iz jakby ktos z naszych czytelnikow nie wiedzial jestesmy etnolozkami i antropolozkami kultury), ze zapuszczamy sie w najdalsze zakatki odwiedzanych krajow, aby odwiedzic gorskie plemiona. Do tej pory wszystkie nasze wizyty mialy charakter jednodniowych trekkow lub wycieczek rowerowych organizowanych we wlasnym zakresie. Jesli ktos chcialby powtorzyc, zaczynamy od kilku informacji praktycznych:

Punkt pierwszy: Wszystko jest mozliwe i do zrobienia, trzeba sie tylko odpowiednio przygotowac i zasiegnac informacji. Determinacja jest bardzo wazna, bo po drodze na pewno uslyszymy, ze nie wolno, ze nie mozna, ze sie nie da…

Punkt drugi: Podrozniku, najlepiej od razu porzuc nadzieje, ze znajdziesz mape, dzieki ktorej latwo dotrzesz do celu. Nie, to nie sa mapy w tradycyjnym rozumieniu, tylko swoiste wizje artystyczne. I za kazdym razem, bedac juz w terenie, zastanawiasz sie co autor chcial przez to powiedziec;). W przypadku tutejszych mapek potwierdza sie tez teoria wzglednosci: wzgledne sa odleglosci, bo czasem 3 km oznacza 1.5 km, a 2 km 8 km. Czasami, a w zasadzie dosc czesto, drogi na mapie zaznaczone sa tak, ze nie wiadomo ktora wybrac.

Jesli anonimowy tworca mapy, czytaj artysta, umiescil na niej nazwy wiosek poszczegolnych mniejszosci wtedy jest duzo prosciej, poniewaz mozna odwolac sie do metody „koniec jezyka za przewodnika”. Nalezy wowczas probowac artykulowac poszczegolne nazwy liczac, ze ktos nas zrozumie;) W zaleznosci od stopnia trudnosci czasem ktos domysli sie o jaka wioske nam chodzi za pierwszym razem, czasem za dziesiatym, a czasem w ogole;)

Punkt trzeci: Im wioska bardziej w gorach, tym z perspektywy etnologicznej bardziej interesujaca. Prymitywne czyli pierwotne osady gdzie nie ma pradu, jest jedna studnia na wioske, mieszkancy wyznaja animizm, a kobiety chodza albo polnago albo w tradycyjnych strojach, ciagle istnieja. Najlepiej to widac w Laosie.

P1040171

P1040066

Punkt czwarty: Warto zawczasu przyswoic sobie pojecie turystyki odpowiedzialnej. Odwiedzajac wioske jestesmy goscmi i to niezapowiedzianymi, a nawet nieproszonymi i adekwatnie do tego faktu powinnismy sie zachowywac. Nie nalezy epatowac smartfonami, ipadami, wielkim aparatem z jeszcze wiekszym obiektywem. Skromnosc to najwieksza cnota i tego sie trzymajmy. Nie musimy czuc sie tez winni, ze my mamy wszystko a oni nic, dlatego w naszym przekonaniu surowo zabronione powinno byc odwiedzanie wiosek na tak zwanego „swietego mikolaja” czyli z workiem prezentow, lub, jeszcze gorzej, pieniedzy. Konsekwencja takich zachowan sa dzieciaki biegajace po niektorych wioskach zebrzace, wyciagajace rece po prezenty, proszace o chocby pusta butelke plastikowa, bo przeciez to co posiada turysta jest zawsze lepsze, nawet jesli jest to zwykly smiec. I to nie sa puste dywagacje tylko przyklad z zycia wziety. Taka scene przezylysmy i nie moglysmy uwierzyc, ze tak to wyglada.

Punkt piaty: Interakcja. Najwazniejsze to zlapac kontakt z mieszkancami. Nie zachowujmy sie jak na wizytacji. My zawsze zaczynamy od zapytania, oczywiscie na migi, czy mozemy pochodzic po wiosce i popatrzec. Czesto pokazujac, ze nam goraco, bylysmy zapraszane pod strzeche, czyli do cienia. Wtedy wybujala gestykulacja szla w ruch i raz nawet wywiazala sie dyskusja z paniami z plemienia Akha na temat kobiecych gabarytow;) Okazalo sie, ze bardzo je fascynowaly nasze rozmiary, zwlaszcza lydek. Smialy sie do rozpuku, ze nasze sa takie duze a ich wrecz odwrotnie. I mozna sobie porozmawiac nie znajac jezyka? Mozna… bo kobieta z kobieta zawsze sie dogada! Mozna tez cos ze soba przyniesc, na przylad owoce, ale nie zeby obdarowywac, tylko czestowac i konsumowac wspolnie. Mozna rowniez, tak jak w naszym przypadku, zlapac gume w rowerze i wtedy z cala wioska wymieniac detke, lub zakupic wadliwa butelke wody, i z cala wioska probowac otworzyc ja maczeta, aby nie umrzec z pragnienia w drodze powrotniej.

A teraz juz o wioskach…

Spotkanie z polnocnym Laosem zainicjowalysmy krotkim wolontoriatem. W okolicy dzungli, zaraz za Luang Nam Tha mieszka rodzina, ktorej pomagalysmy demontowac bambusowe domki przed pora deszczowa. Ta fizyczna, ciezka praca byla nam rekompensowana mozliwoscia pomieszkania z tubylcami i zobaczenia jak wyglada ich „dzien jak codzien”. Zamiast biezacej wody rzeka, zamiast sklepow i targow dzungla, gdzie nie w butach trekkingowych a w zwyklych japonkach „jungle women” szla rano zbierac jedzenie, a my gesiego zaraz za nia. I bylo to wieksze gesiego niz Lu i ja poniewaz dolaczyly do nas na ten czas inne polskie podrozniczki: Dorota i Magda.

P1030782

P1030784

Nasi pracodawcy dysponowali pewnymi cudami techniki: mieli swiatlo, telefon stacjonarny, ktory dzialal jak udalo mu sie zlapac zasieg, no i oczywiscie najwazniejszy element wspolczesnego wyposazenia bambusowej chaty: telewizor. Za to u nas totalna dzicz, bo w naszych bungalowach nie bylo pradu, wiec rytm natury cudownie wyznaczal nam rytm naszego funkcjonowania: godzina 19 i spac;) Bylo cicho i spokojnie, i tylko z bambusowej sciany wisial pajak straszacy nas ogromnym, okraglym i bialym kuprem wielkosci pileczki pinpongowej. No ale Lu mowi, ze trzeba sie przyzwyczajac bo na Borneo beda wieksze…

P1030808

Dalej, juz same, pojechalysmy na jeszcze dalsza polnoc (10 km od granicy z Chinami) do Muang Sing. Po raz pierwszy zachwycil nas tu pan z informacji turystycznej. Dysponowal sensowna mapka, dobrze mowil po angielsku, bez problemu przekazal kilka informacji praktycznych, na nic nas nie namawial i od niczego nie odzegnywal.

Zatem ruszylysmy…

Po drodze plantacje bananow i kauczuku…

P1030879

P1030894

P1030893

Naszym celem byly wioski plemion: Akha (Phayaluang, Namdaet Mai, Huana Mai, Houaykhaem), Hmong (Kokmuang, Donmai, Naxai) i Yao (Nammay, Congkha, Sailek).

Plemiona Hmong i Yao widzialysmy juz w Sapa, w Wietnamie i odznaczaly sie wiekszym folklorem, bo kazda kobieta czy dziecko od stop do glow bylo odziane w tradycyjny, bogato zdobiony, czesto bardzo wymyslny, stroj.

W Laosie, ludzie we wioskach Hmong niczym sie nie wyrozniali, co najwyzej kobiety w wieku zaawansowanym, nosily na glowie trdycyjny turban. Z jedna z pan udalo nam sie nawet zaprzyjaznic. Pamiatka z tego spotkania jest bogata kolekcja zdjec gdyz pani Hmong nie tylko sama chetnie pozowala, ale rowniez przymusila wnuka do sesji, a nastepnie poprosila o sfotografowanie portretow corek. Domy w wioskach plemienia Hmong sa rozne: bambusowe, drewniane i calkiem sporo murowanych.

P1040086

U Yao zroznicowanie domostw ksztaltuje sie podobnie: tutaj takze tradycja (bambus) laczy sie z nowoczesnoscia (obiekty murowane). Zgodnie z tym co podpatrzylysmy, ulubionym zajeciem kobiet Yao w godzinach wieczornych jest wyszywanie. Wiele z nich krzatalo sie po wiosce w swoim tradycyjnym stroju, ktory skladal sie z dlugiej czarnej spodnicy zakonczonej ozdobnym haftem, granatowego plaszcza z efektownym, futrzanym kolnierzem w kolorze krwistej czerwieni i turbana.

P1030941

P1030931

Zachowanie pan z plemienia Yao ksztaltowalo sie dwojako, albo rzucaly sie na nas z workiem kosztownych fantow wymuszajac zakup czegokolwiek, albo chowaly sie po krzakach (doslownie) dajac nam do zrozumienia, ze jestesmy goscmi wiecej niz niepozadanymi. No wiec ewakuowalysmy sie szybko, bo nie mamy w zwyczaju byc tam, gdzie nas nie chca …

Wioski plemienia Akha sa zdecydowanie inne od poprzednich. Wygladaja tak, jakby czas sie w nich zatrzymal.

P1030906

P1030916

P1030907

Babmbusowe lub drewniane chaty, gdzie zamieszkuja cale rodziny sa zawsze dwuizbowe, bo u Akha kobiety i mezczyzni mieszkaja osobno. Charakterystycznym elementem kazdej wioski jest studnia, z ktorej mieszkancy pozyskuja wode i gdzie zazywaja kapieli, rytualna hustawka zwiazana ze swietem zniw i plonow oraz brama wejsciowa bogato ornamentowana, ktora ma uchronic przed duchami, zlymi mocami i zaraza.

P1040216

P1040218

W przeszlosci plemiona Akha zajmowaly sie uprawa opium, obecnie jest to zakazane i dlatego coraz czesciej cale wioski schodza z gor nizej, adaptujac latwiejsze w uprawie tereny. Akha ciagle jeszcze uprawia ziemie metoda zarowa i dlatego, co rusz, bylo widac planace w oddali lasy. Kobiece glowy lsnily od srebnych czepcow, ktore maja je chronic od zlego. Urzeklo nas z jaka latwoscia wiekszosc wiosek nas asymilowala, nie majac nic przeciwko naszej niezapowiedzianej wizycie. Wrecz przeciwnie: witali nas serdecznie, zapraszali do cienia, pomogli w naprawie roweru i niewazne, ze naprawione kolo bylo naprawione jedynie przez 15 min., wazne ze checi byly szczere, i ze do pracy zabrali sie zespolowo, cala wioska a glownym mechanikiem byl okolo 10 letni chlopiec. Dopoki w gre nie wchodzila nowa detka, nie chcieli nawet zaplaty za swoja prace, chcieli zwyczajnie nam pomoc.

P1040034

Bycie w tych wioskach, przygladanie sie codziennym czynnosciom mieszkancow, takim jak mlocenie ziarna prymitywnymi, drewnianymi narzedziami, tkanie na drewnianych krosnach czy noszenie drewna na opal w wiklinowych koszach umieszczanych na plecach, a ktorych pas zaczepiany byl o czolo aby lepiej rozkladal sie ciezar, nauczylo nas przede wszystkim wiekszej pokory i pozwolilo jeszcze bardziej docenic to co mamy.

P1030945

P1040060

Bedac w polnocnej Tajlandii odwiedzilysmy te same mniejszosci, jednak roznice byly diametralne: wybetonowana droga laczaca poszczegolne wioski i prowadzaca do pobliskiego miasta, wszedzie trakcja elektryczna (poza jedna malutka osada, znajdujaca sie tuz przy fabryce herbaty), prawie kazda rodzina posiadala swoja wlasna mini studnie, domostwa byly przewaznie murowane, a kobiety Akha w tradycyjnych strojach mozna bylo spotkac juz tylko na targu, gdzie sprzedawaly pamiatki turystom.

P1040166

Po dlugiej naradzie, przedystkutowaniu „za” i „przeciw” (bo przeciez tworzymy teraz duet wiec decyzje podejmujemy wspolnie), postanowilysmy zobaczyc jak zyja kobiety z plemienia Paduang i Paluang z grupy etnicznej Karen. Te pierwsze nazywane sa „dlugimi szyjami” poniewaz ich szyje zwienczone sa mosieznymi bransoletami, ktore w konsekwencji prowadza do zapadniecia sie obojczykow. Mozna wiec odniesc zludne wrazenie, ze ich szyje sa nienaturalnie dlugie. Te drugie natomiast nazywane sa „dlugimi uszami” poniewaz nosza w nich ogromne pierscienie.

P1040264

P1040292

P1040295

Nasze watpliwosci co do odwiedzenia tego miejsca wynikaly przede wszystkim z faktu, ze te pochodzace z Birmy plemiona zyja w Tajlandii jedynie w turystycznych gettach, gdzie za kazde wejscie trzeba zaplacic 250 Bath (okolo 25 zlotych). Karenowie na tajskiej ziemi sa uchodzcami niemajacymi zadnych praw, zatem zycie w pokazowej wiosce, niczym malpa w ZOO jest dla nich jedyna szansa na jakakolowiek egzystencje. Jakakolowiek tzn. zupelnie podstawowa, bo do niedawna w tych miejscach nie bylo nawet pradu. Od obecnej tam przewodniczki dowiedzialysmy sie, ze cala kwota za bilet trafia w rece mieszkancow, jednak jaka jest prawda do konca nie wiadomo. W internecie mozna znalezc informacje, ze polowa pieniedzy zasila budzet tajskiego rzadu, a niektorzy twierdza nawet, ze mieszkancy gett nie dostaja ani grosza. Sama wioska wydala nam sie przerazajaca. Na glownej ulicy znajdowal sie stragan gdzie kobiety i dzieci handlowaly wszystkim i niczym, a w przerwie zajmowaly sie tkactwem. Na kazdym stoisku dominowal kicz, ktory jest powszechnie dostepny w calej Tajlandii za grosze, a tutaj osiagal jakies horrendalne sumy. Tutaj nawet nie trzeba pytac czy mozna zrobic zdjecie, wystarczy tylko wyjac aparat a kobiety przerywaja swoje czynnosci, usmiechaja sie i pozuja. Taka jest cena, ktora placa… W dalszej czesci wioski znajdowaly sie domy mieszkale. Jest taka umowna zasada, ze turysci nie opuszczaja glownej ulicy. No coz zasady, na ogol, sa po to zeby je przestrzegac;), wiec my rowniez nie naruszylysmy tej granicy. Choc nie powiemy, zeby nas nie kusilo podpatrzec jak to ich zycie wyglada naprawde. 

P1040273

P1040269

Reklamy

5 thoughts on “Gorskie plemiona czyli wpis dlugi ale ciekawy!;)

  1. Dziewczyny! Jestem pod wrażeniem! Nie dotarliśmy do północnej części Laosu (zabrakło nam czasu) ale z pewnością będzie trzeba tam powrócić zanim tamtejsze wioski zmienią się w podobny sposób jak w Tajlandii. Gratuluje pomysłu na zwiedzanie osad – my byliśmy tylko w Sapie i bardzo nam się podobało. Taki samodzielny trek brzmi na prawdę świetnie! życzę wam dalszych niesamowitych przygód i piszcie bo bardzo fajnie wam to wychodzi! Pozdrowienia z wiosennego Wrocławia:)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dzielne kobiety, trzymam za was kciuki! Świetne opisy i zdjęcia, tak trzymajcie 🙂 Oby Wasze rumaki się nie psuły, zdrowia życzę!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s