Angkor W(h)at?

Swiatynia Angkor Wat to pierwsze i nierzadko jedyne skojarzenie, jakie wiekszosci ludzi przychodzi do glowy w zwiazku z Kambodza. Ogromna rzesza turystow przyjezdza tu czesto tylko po to, zeby ja zobaczyc. Podniecenie na mysl o kolejnym cudzie swiata nie ominelo rowniez i nas. Z Kampotu przyjechalysmy do Siem Reap, miasta, ktore rozwinelo sie jako zaplecze Angkoru. Bialych twarzy w nim zatrzesienie, a co za tym idzie, nastapila tu tez burzliwa rewolucja cenowa (choc wszyscy wiemy jak zazwyczaj rewolucje sie koncza…). Na Pub Street knajpa goni knajpe, a ceny szybuja w gore niczym drony. Targowiska przygotowane rowniez pod nas, istna Francja elegancja.

P1020440

Udalo nam sie jednak znalezc lokalsowa knajpe, gdzie za dolara zakosztowalysmy kurczaka z imbirem czy rybnego amoku (bynajmniej nie wpadlysmy w szal, amok to tradycyjna, bardzo smakowita potrawa Kambodzy). Pewnym dysonansem okazala sie koniecznosc dodatkowej oplaty za ryz, i to cale 50 centow – do tej pory w lokalnych „knajpach z garami”, ryz zawsze byl w cenie. Pocieszeniem byla za to, zimna jasminowa herbata, ktora dodaje sie tutaj do posilku gratis, z nieograniczona niemal mozliwoscia dolewki, z ktorej to mozliwosci ochoczo korzystalysmy, opijajac sie jak smoki. Smaczna i gaszaca pragnienie, idealna na temperatury rodem z piekla.
Miasto jest bardzo przyjemne w obejsciu, jak na Kambodze dobrze oswietlone, a spragnieni rozrywki moga udac sie na przyklad do Hard Rock Cafe.

P1020447

W hostelu, w dormie, za lozko placilysmy 3 dolce, czyli bez tragedii. Dwa ogromne wiatraki, mimo calodziennej (i calonocnej) pracy nie zdolaly zniwelowac upalu, jaki panowal w naszym 15 osobowym przybytku, choc na zewnatrz bylo znacznie gorzej. Kazdy orze jak moze – niektorzy brali zimny prysznic 4 razy dziennie, a wiekszosc popoludnia spedzala lezac bez ruchu na lozkach, w dosc osobliwych pozach, nie dbajac zupelnie o swoja garderobe. Chlopak czy dziewcze – wszyscy niemal w samej bieliznie, desperacko probowali zlapac najmniejszy chocby powiew wiatru (choc wiatr to tutaj slowo zdecydowanie na wyrost).
Wracajac jednak do sedna. Angkor to nie tylko jedna swiatynia. To starozytne miasto, ogromny kompleks, z wieloma swiatyniami, oddalonymi od siebie czesto o wiele kilometrow. Wiekszosc zwiedzajacych wynajmuje tuk-tuka, my zdecydowalysmy sie na rowery (2$ za dzien) i jednodniowa wizyte w Angkorze (20$). Nasza wycieczka przypadla akurat na Wielkanocny Poniedzialek, choc tutaj nie robilo to zadnej roznicy. Jest w tym cos niezwyklego i zarazem zabawnego, obserwowac tabuny lokalnych ‚dorozek’, mknacych przed switem do celu – to swoista pielgrzymka zmierzajaca na oslawiony wschod slonca nad wiezami Angkoru. My, za rada Lonely Planet, postanowilysmy zrobic te trase (mala petle) w innej kolejnosci, niz wiekszosc zwiedzajacych. Uniknelysmy dzieki temu dzikich tlumow i najwiekszego zaru lejacego sie z nieba. Zanim jednak rozpoczelysmy dzien z mocnym postanowieniem, ze bedziemy pierwsze, wyprzedzily nas wszystkie pojazdy, zarowno dwu, jak i czterokolowe, a to za sprawa naszego sniadania tzw. na Polaka. Uzbrojone w puszkowane tunczyka i sardynki, chleb z iscie francuskiej piekarni i pek ogorkow, znalazlszy przydrozna lawke, o 5.30 rozpoczelysmy celebracje swiatecznego sniadania, a ze trzeba bylo rowniez sobie przy tym pogadac, w droge ruszylysmy grubo po 6.00.
Zwiedzilysmy 4 swiatynie, mijajac po drodze wiele innych. Rozpoczelysmy od Ta Phrom, gdzie krecono m.in. Tomb Raider, choc spotkane Francuzki uprzedzily nas, ze Angeliny Jolie tam nie ma, lamiac nam przez to serce;) Miejsce rzeczywiscie wymarzone na scenerie filmowa. Jest to jedna z niewielu swiatyn, do ktorych wdarla sie dzungla i gdzie pozwolono jej na nieograniczony przyrost. To tutaj mozna ustrzelic znane fotograficzne ujecia drzew rosnacych na scianach, ktorych korzenie w finezyjny sposob rozsadzaja mury.

P1020483

P1020516
Kolejne miejsce to Banteay Kdei – calkiem niezle zachowany kompleks z mnostwem bocznych pomieszczen i nietoperzy, ktorych obecnosc jest latwo wyczuwalna. Doslownie. Zapach ich odchodow potrafi na chwile omamic, dosc szybko zmuszajac wedrowca do odwrotu.

P1020520

P1020522
Wreszcie przyszedl czas na deser – Angkor Wat, oszalamiajacy wielkoscia, majestatem, sciennymi freskami czy dbaloscia o detal. Warto wybrac sie tu paradoksalnie w czasie najwiekszego upalu, w porze obiadowej, ludzi wtedy jest znacznie mniej, a swiatynia, dzieki rozlicznym korytarzom pozwala rozkoszowac sie cieniem. Zupelnie zasluzenie cieszy sie ten obiekt tak ogromna estyma.

P1020559

P1020551

P1020572

P1020577
Wisienka na torcie byla natomiast swiatynia Bayon, pelna ogromnych kamiennych twarzy, nietrudno tu o poczucie bycia zewszad obserwowanym.

P1020647

P1020655

P1020627
Kompleks Angkor urzeka nie tylko swiatyniami. Sceneria, w jakiej jest osadzony zapiera dech w piersiach. Czerwona ziemia, rzeka i unoszaca sie nad nia mgla, dzungla z niezwyklymi odglosami, wioski – wszystko to sprawia, ze mimo potwornego upalu polecamy wybrac sie tam rowerem, dzieki czemu mozna przystanac i nasycic sie tym klimatem, ktory czuc juz od wjazdu na teren za kasami.

P1020602

P1020613

No dobrze. Angkor Angkorem, ale tego, czego doswiadczylysmy podczas kolejnego przystanku, we wschodniej prowincji Ratanakiri, nie spodziewalysmy sie nawet w najsmielszych snach…

Reklamy

2 thoughts on “Angkor W(h)at?

  1. czuje sie oszukiwany. Wielkanocny Poniedzialek? Przeciez jest 2 maja. Toz to niemalze miesiac czasu od waszej tam wizyty. Zatem gdzie Wy teraz jestescie? bo pewnie nie jestescie w Kambodzy. W laosie jestescie? Ma dai!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s