Ho Ian i Mui Ne, czyli Wietnam, ktorego nie znamy

Miasto lampionow czyli Ho Ian to miks tradycji i komercji, ktorego jednak nie nalezy omijac. Juz sam fakt, ze wszedobylskie skutery nie maja wstepu na teren Starego Miasta jest wystarczajacym powodem by spedzic tam kilka dni. Nie oszukujmy sie jednak – Ho Ian to turystyczna mekka. Starowka miasta zostala uratowana, nota bene, dzieki naszemu rodakowi, Kazikowi, ktory doczekal sie nawet pomnika na centralnym placu (co prawda srednio gustownego, ale o gustach sie przeciez nie dyskutuje). Szeregowa, tradycyjna zabudowa o liniowym ukladzie ulic, w roznych, slonecznych odcieniach – od zlotego klosa po wyplowialego kanarka; oraz kolorowe lampiony tworza urokliwa mozaike, zarowno w dzien jak i w nocy. W tym miejscu male dementi do propagowanej przez blogerow, przewodniki i przewodnikow opinii, ze Ho Ian najlepiej odwiedzic przy pelni ksiezyca, z uwagi na zwyczaj puszczania na wodzie papierowych, kolorowych lampionow. Jesli nie jestescie mistrzami w sztuce rozpychania sie lokciami i nie macie „kurwikow w oczach” (cytujac klasyk) ta rozrywka zdecydowanie nie jest dla was. Lampiony sa, a i owszem, ale niestety nie niweluja ciemnosci jaka nastaje po wylaczeniu wszystkich latarni w okolicy. Do tego szalone tabuny Wietnamczykow, gdyz to glownie ich tradycja, i oczywiscie bladzacy w ciemnosciach turysci, tworza mieszanke wybuchowa. Ceny oczywiscie dostosowane do zachodnioeuropejskich portfeli, ale w kuchniach kazdej restauracji szczury biegaja te same. Poza starowka zjesc mozna w cenach juz na polska kieszen. Sytuacje ratuje bardzo tanie, lane piwo, co jak wiadomo, dla naszych rodakow jest towarem jak najbardziej pozadanym (ok. 1 zl i to nie w happy hour!)

Mui Ne. Otoz okazuje sie, ze jest na mapie Wietnamu pewne osobliwe miejsce, gdzie Wietnamyczycy stanowia mniejszosc gdyz sa  zdominowani przez przybyszow, doslownie i w przenosni, z kraju Rusa. Nie zebysmy mialy jakies ukryte animozje wobec naszych braci ze wschodu, ale dwa dni podczas ktorych owoce sprzedaje sie nam po rosyjsku, to juz granica naszej wytrzymalosci. Krajobrazowe ciekawostki w postaci wielobarwnych, ruchomych wydm, sielska wioska rybacka czy czerwony kanion uratowaly nas od zalamania nerwowego ale glosne dyskoteki i blond nimfy w przezroczystych kombinezonach sprawily, ze temu kurortowi mowimy stanowcze Mui Niet!

PS. Miguel, como estas? 🙂

P1010126

P1010123

P1010264

P1010180

P1010130

P1010209

P1010111

P1010240

P1010245

P1010189

P1010103

P1010144

P1010289

P1010280

P1010164

P1010104

P1010277

P1010317

P1010315

P1010326

P1010318

P1010336

P1010323

Reklamy

3 thoughts on “Ho Ian i Mui Ne, czyli Wietnam, ktorego nie znamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s